Zacisnęłam wargi w równą linię, kiedy jasnym się stało, że na jego ewentualne interwencje w celu zatrzymania moich bezwstydnych potoków słów nie mam co liczyć. Z jednej strony faktycznie miałam o to jakiegoś rodzaju pretensje, ale z drugiej... rozbawiłam go. Dopiero teraz to do mnie dotarło, a widok ten był po prostu przyjemny, nawet w obliczu tego, co przed chwilą powiedziałam. Nagle jasnym się stało, jak potrzebowałam tej świadomości, że Nevan nadal jest zdolny do uśmiechu. W końcu nieczęsto sobie na niego pozwalał, było to nawet rzadkością, ale po tym trudnym dla nas czasie nie tak łatwo było mi po prostu tłumaczyć sobie, że oficer z reguły jest człowiekiem ponurym. Dla mnie miał się uśmiechać. Nawet jeśli przyczyną była moja głupota, niewiedza, czy i jedno i drugie naraz. Powód nie był ważny, wystarczyła twarz, której nie przecinał ból a właśnie takie pozytywne emocje, chociaż też o serdecznym wyrazie mogłam sobie pomarzyć. Tyle wystarczało. Lekko uniesiony kącik ust i te cwaniackie, nieco zbyt podstępne przebłyski w oczach. Sam ten widok napawał mnie dużym spokojem, o ile mogę o nim mówić w podobnej sytuacji.
Przystawiłam dłoń do twarzy, a zmiany, jakie na niej się dokonały, jasno wskazywały na to, jak jego słowa na mnie podziałały. Znów miałam ochotę uciec daleko, a chociaż wcześniej już uznałam, że to najlepsza decyzja, to teraz nadal przy nim kroczyłam. No i tak oto szybko stało się jasnym, że choćbym się miała palić przy nim ze wstydu i czuć, jak głupiutki podlotek, prędzej to wybiorę, niż ucieczkę. Słowem, uzależniona byłam od jego osoby i łaknęłam jego towarzystwa. Było to niebezpieczne, co innego, gdyby charakteryzował się olbrzymim ciepłem, do takich ludzi lgnąć to nic dziwnego. Może to uchodzić za normę, ale nasza sytuacja była zgoła inna. Wcale nie był on niezwykle miły i łaskawy, dokuczał mi jak nikt, wyśmiewał boskość i sądził, jak mniemam, że ma prawo do wszystkiego. Przecież byłam tego świadoma, a mimo to... ciągnęło mnie do tego człowieka. Jakbym już bardziej była jego, niż samej siebie. Nie liczyło się to, jak zdobył taką potęgę. Czy sam ją wydarł, czy może to ja złożyłam mu ją na rękach. Niezależnie od tego, jak do tego doszło, co by się nie wydarzyło, przy nim czułam się, jak na swoim miejscu. Nawet teraz. Taka czerwona i marząca o zmianie tematu.
- Nie lubię się popisywać - mruknęłam jedynie pod nosem, zaciskając dłonie w pięści, jakby to coś miało zmienić. Przynajmniej teraz byliśmy w otoczeniu innych żołnierzy. Nawet jeśli nie słyszeli naszych słów, to w podobnych sytuacjach zawsze zyskiwałam nieco na pewności siebie. Tutaj oboje mogliśmy jedynie mówić, nawet jeśli Nevan i w tym orężu był niezwykle biegły, czułam, że tylko w podobnym układzie mogę się z nim prawdziwie mierzyć. Było to tchórzowskie, przyznaję. Wykorzystywać otaczających nas ludzi jako swego rodzaju tarczę. Mimo to, skoro on pierwszy zdecydował się wykorzystać różnice w stopniach naszej wiedzy, tudzież doświadczenia, ja także mogłam obniżyć nieco poziom własnej szlachetności.
Kiedy odezwał się po raz kolejny, wszelkie pokłady spokoju już całkowicie mnie opuściły. Specjalnie mnie podpuszczał! Odzyskał nieco siły i zaraz musi pokazać, jaki to nie jest podły. Wiem, że nie miałam co liczyć na ckliwe podziękowania z jego strony, ale też nie sądziłam, że tak szybko będzie chciał mi udowodnić, że jego wypadek niczego nie zmienił.
Zbierałam się do odpowiedzi, tym razem chcąc ją przemyśleć, a nie pochopnie otwierać usta. Nie pamiętam kiedy ostatnio Nevan był na mnie zły, musiało minąć od tego naprawdę dużo czasu i może przez to, teraz świadomie szykowałam się do odpyskowania, bo nie myślałam o żadnych konsekwencjach. Ostatecznie zawsze miałam cięty język i chyba kiedyś głównie przez to podpadałam oficerowi. Może i bym się nawet powstrzymała, jednak gdy nazwał mnie księżniczką, coś w mojej twarzy drgnęło. Spojrzenie się wyostrzyło, a ja spojrzałam na niego pewniej, niż zwykle.
- Widzę, że humor dopisuje, mój panie... - wycedziłam, nabierając powietrza w płuca, co musiało zapowiadać, że na tych kilku słowach nie zamierzałam skończyć. Uśmiechnęłam się słodko, a w geście tym było więcej jadu, niż w kłach niejednej żmii. Tak przynajmniej sądziłam, gdyż zmierzenie tego było niemożliwe. A może raczej liczyłam na to, że mój gest jest taki, a nie inny, bo wcale nie tak często pozwalałam sobie na podobną mimikę, a zależało mi, by ta wypadła wiarygodnie. - Obawiam się jednak, że to nie mnie przyda się riksza i parasol, bo to nie ja w ostatnim czasie słaniam się na nogach - naprawdę byłam z siebie dumna. Uderzenie w czyjąś słabość było dla mnie pewnego rodzaju nowością, ale na swoje usprawiedliwienie miałam to, że on zaczął.
Wiedziałam, że Nevan jest mężczyzną dumnym, którego nic tak teraz nie irytuje, jak brak całkowitej sprawności. W tym obozie nikt by się nie ośmielił tak z tego zażartować, jeszcze prosto w twarz, a tutaj ja... ta jego bogobojna kapłanka, właśnie to zrobiła. No i dopiero teraz dotarło do mnie co takiego zrobiłam. Cholera... odchrząknęłam, jakby ten odgłos miał powiedzieć "to wcale nie tak, że właśnie bezczelnie sobie z ciebie robię żarty". Mało tego, zaśmiałam się cicho, w wyraźnym wymuszeniu i to z kolei miało powiedzieć "bo to tylko taki niewinny żarcik", a na dokładkę wlepiłam wzrok w jakiegoś żołnierza, który cały był z potu i piachu i skinęłam mu głową, jakby to było teraz bardzo ważną i zajmującą mnie czynnością.
Jeśli też myślałam, że wcześniejszy temat Mili jest już ode mnie w bezpiecznej odległości, to nie miałam racji. Kiedy ten powrócił jęknęłam w myślach. Chyba jednak robiło mi się nazbyt gorąco, a moje nogi szły już odruchowo, w kierunku, który wyznaczał dla nas oficer. Po długim czasie rozmów w stylu "jak się czujesz, co ci podać" rzucono mnie na głęboką wodę i wyraźnie sobie nie radziłam. Nie zamierzałam się do tego bynajmniej przyznawać.
- Nie ma mowy o żadnych ćwiczeniach - pisnęłam odruchowo, niezbyt głośno, chociaż i tak nikt nie mógłby nas usłyszeć. Łypnęłam na niego speszona i z jakimś oskarżeniem skrytym w zawstydzonym spojrzeniu. - To nie tak, że poprosiłam ją o jakiś bezwstydny trening, po prostu czasem pytam, a ona odpowiada i tyle... Nie rób sobie ze mnie żartów, to nie takie łatwe, kiedy wszyscy dookoła wiedzą więcej, niż ty - prychnęłam, nadal tym samym konspiracyjnym tonem.
Przygryzłam na moment wargę, może nawet mocniej, niż wypadało, czując, że na nowo robię się czerwona. Może miał rację i faktycznie mnie przegrzało, ale nie od słońca, ale od emocji. Musiałam się bronić, a dobrą obroną był atak. Nawet jeśli chwilę temu sama już doszłam do wniosku, że grożenie Tealvashowi, niezależnie w jakiej skali, nigdy nie jest dobrym pomysłem. Cóż... gdybym nie była nieco sfrustrowana, pewnie bym wzięła to pod uwagę.
- Poza tym Nevanie, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale nie jesteś w dobrej pozycji, aby stroić sobie ze mnie żarty - splotłam ręce pod biustem i uniosłam nieco podbródek, chociaż nawet po tym patrzyłam na niego z dołu. Udałam więc, że tego nie zauważam. - Podczas twojej rekonwalescencji wypracowałam sobie całkiem niezłą rolę w obozie i byłaby szkoda, gdyby oddział zaczął nad tobą jeszcze bardziej skakać, prosząc cię o odpoczynek, bo pewna księżniczka uznała, że z twoim stanem jest gorzej - wyrzuciłam z siebie i ponownie jak wcześniej, zrozumiałam w co też próbuję pogrywać. Tym razem jednak nie mogłam tak szybko się wycofać, bo to byłoby przyjęcie na siebie z miejsca porażki. Wytrzymam, dam radę. Dojrzała, silna kobieta. Nie dziecko. Dojrzała i zdecydowana, świadoma swoich słów. Nie boję się ciebie, oficerze, bo dopóki całkowicie nie wyzdrowiejesz nie mogę pozwolić na to, abyś z taką łatwością mnie zawstydzał, a co za tym idzie, poddawał niejako własnej woli.
- Oczywiście wszystko to jedynie dla twojego dobra... liczę na twoją słynną, wielką wyrozumiałość - a tutaj akurat nie mogłam się powstrzymać, aby nie powtórzyć jego własnych słów, przy okazji ciesząc się z ponownego oddalenia od tematów, o których nie wiedziałam nic. Prawda była jednak tak, że... jego propozycja, chociaż padła po to, by mnie zawstydzić... kusiła. Myślami mimowolnie wróciłam do nocy w namiocie, pierwszej naszej wspólnej kąpieli, a moja twarz stała się na moment mniej obecna, gdy wspomnienia jego dotyku na moim ciele wypełniły moją głowę.
Wtedy obiecał sam, że wszystkiego mnie nauczy, prawda? Nie powinnam o tym w ogóle myśleć, ani pozwalać sobie na to, by teraz krążyć myślami dookoła takich nieodpowiednich tematów. Mimo to, ten temat samoistnie kazał mi cofnąć się w czasie i poczuć dreszcze na skórze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz