Gospodarz jest mi przychylny. Tyle. Nic więcej, nie było to wstępem do rozmowy, w zasadzie miałam wrażenie, że ten temat ucichł nim się rozpoczął, a żaden inny nie miał się pojawić, więc najwyraźniej nie będzie mi dane teraz wymienić zbyt wielu zdań z mężczyzną. Bo byłam Kapłanką, potrzebowałam ku temu pretekstu, podczas gdy rudowłosa najwyraźniej nie miała takich wymogów, kimkolwiek była. Chciałam dowiedzieć się jaka jest jej rola w tym miejscu, bardzo chciałam, a ta potrzeba rosła z każdą sekundą, mimo, że dopiero co ją poznałam.
Nie podobało mi się to, jak zwróciła uwagę Nevanowi. Nie chodziło o to, że się na to zdecydowała, ale o sam fakt, że miała do tego prawo, że nie bała się tego robić, więc wiedziała, że nie czeka jej za to kara. Jeśli natomiast nie czekała ją kara, to nie była osobą przypadkową, ale o tym już wiedziałam, jednak te dwa słowa utwierdziły mnie w nieprzyjemnym przekonaniu. Kolejne zdania wcale nie były lepsze. Zrezygnowała z tytułów, mówiła do niego po imieniu i miałam ochotę zrobić to samo, pokazać jej, że mi też wolno, że mam to samo prawo, ale mimo, że pragnienie to było potworne, nie mogłam przez jakąś dziwną zazdrość zachowywać się, jak głupiutki podlotek. Nie mniej jednak, gdybym rzeczywiście miała zachować się odpowiednio, to przemilczałabym wypowiedź kobiety, a na to nie zamierzałam się decydować.
- Spokojnie, spędziłam w towarzystwie oficera Tealvasha wiele tygodni, doskonale znam kanony jego zachowania i zdążyłam do nich przywyknąć - powiedziałam uprzejmie, ale bardzo sztywno, jak przystało na kobietę kierującą się etykietą, ale jak ja sama wcale nie zwykłam.
Zmrużyłam oczy na uwagę Nevana. On przynajmniej zdawał się zachowywać swobodnie, a może to moje złudzenie? Kiedy tylko odwrócił ode mnie spojrzenie moja mina znacząco złagodniała. Musiałam się zachowywać, bo były tutaj pary oczu, których właścicieli jeszcze nie znałam i po spotkaniu Nariyi czułam, że winnam się mieć na baczności. Nawet jeśli ona sama zdawała się być osobą miłą w obyciu, co ciekawe, wyraźnie bogobojną. Nie posądzałabym Nevana o takie towarzystwo.
Przerwałam tok tych myśli w chwili, kiedy zieleń zafalowała przed moimi oczami i zrozumiałam na co właśnie patrzę. Zatrzymałam się pół kroku, niezdolna pójść dalej. Nie byłam pewna, czy dobrze widzę, ale nie mogłam się mylić. Nariya po prostu złapała go pod ramię. On spojrzał w je kierunku, ale znów bałam się analizować jego twarz. Wolałam skupić się na niej i nie musiałam znać tej kobiety zbyt długo, by zrozumieć, że coś do niego czuje. Widziałam to wyraźnie, nie mogłam się w tej kwestii mylić, bo z podobną czułością ja sama na niego patrzyłam. Tylko, że mi nigdy nie dane było spacerować z nim tak, jak ona teraz. Mi, ani nikomu innemu, bo przecież odtrąciłby osoby, których bliskości byłaby mu obca. Jej nie odtrącił. Szli tak, a ja patrzyłam, teraz również się posuwając, bo stanie w miejscu nie byłoby mądre. Tylko, że ten widok był tak okrutnie nieprzyjemny i niesprawiedliwy. Nie rozumiałam tego, co się właśnie działo przede mną, nie potrafiłam tego pojąć do końca. Przecież... on mnie kochał. Mnie. Więc kim ona była, aby skracać z taką swobodą dystans między nimi. Może przesadzam, chciałam przesadzać, bardzo chciałam przesadzać, ale oni nadal byli tak blisko siebie, pewnie czuł zapach jej włosów i najpewniej te pachniały piękniej, niż moje, szczególnie po podróży. Może koiły jego nerwy, uspokajały będąc tak charakterystyczne dla jego domu, miejsca, które sam uznał za piękne. Ona również zasługiwała na to miano.
- Twoja służka? - słowa kobiety wytrąciły mnie z zawieszenia. Jej służka. No tak, mieszkała tu, miała swoje służki. Sama służbą nie była, ale jej rola nadal nie była wiadoma. Chciałam uciec. Śmieszne, ale była we mnie potrzeba oderwania się od wizji w której widzę swojego ukochanego u boku innej kobiety. Nie byłam na to gotowa i to on miał mnie oddawać innemu, nie ja jego! Nie przygotowałam się na taką okoliczność i nie rozumiałam jej. - Wolałabym najpierw się umyć - wypowiedziałam nadal nieco skołowana, udając, że nie denerwuje mnie to ciągłe używanie liczby mnogiej w wypowiedziach.
- Niech tak będzie. Może faktycznie lepiej, jeśli najpierw się odświeżycie i wspólnie zasiądziemy do posiłku - odpowiedziała z tym uśmiechem, a co najgorsze, ten był szczery. Dlaczego był taki szczery i pewny, dlaczego jej oczy tak błyszczały ilekroć spoglądała na Nevana? Nagle dotarło do mnie, że wcale nie chcę tracić ich z oczu, chociaż nie miałam prawa go kontrolować. Jednak obok pojawiła się kobieta, która oznajmiła, że jest do moich usług.
- Nie obawiaj się najświętsza, Zyla się tobą zaopiekuje - po tym jak służka się skłoniła, rudowłosa poszła w jej ślady. Nie miałam wyboru, musiałam iść za nią, oczywiście upewniwszy się, że Mila idzie za mną. Nim jednak zniknęłam w jednym z korytarzy pięknej posiadłości, odwróciłam się jeszcze raz do tyłu, by spojrzeć na mężczyznę, którego kochałam, którego nie tak dawno całowiałam, teraz trzymanego przez inną.
- Twoją kąpielą zajmę się osobiście - rozchyliłam wargi, ale rytm marszu nie pozwolił mi się zatrzymać, ale słowa kobiety dudniły mi jeszcze długo w głowie. Były tak przejmujące, że nawet nie zabraniałam się, gdy Mila pomagała mi ściągać ubrania. Sama nie uniosłam dłoni, trwając w zawieszeniu. W tym samym stanie weszłam do przestronnej łaźni, zajmując miejsce w jednym z basenów. Nie pamiętałam kiedy ostatnio miałam możliwość zażyć takiej kąpieli, jednak nie mogłam się nią w pełni cieszyć. Wcale nie mogłam w ogóle.
- ...najświętsza! - drgnęłam słysząc nieco podniesiony głos Mili, przy czym trzeba podkreślić jak rzadko ona podnosiła głos.
- Tak? Wybacz, zamyśliłam się.
- Widzę pani. Wiem, co ciebie martwi - odpowiedziała spokojnie a potem wskazała na trzymany przez siebie ręcznik.
- Chciałam jeszcze umyć... och - uniosłam dłoń do włosów, ale gdy zdałam sobie sprawę z tego, że były one mokre zamilkłam. Naprawdę musiałam oddać się swoim myślom. Zawstydziło mnie to nieco, ale nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć, więc po prostu podniosłam się i pozwoliłam dziewczynie zacząć ocierać moje ciało.
Czekałam, aż Mila zacznie temat, ale przecież wiedziałam, że nie zrobi tego, bo jej nie można. Mimo to liczyłam, że ten jeden raz zrezygnuje z wpojonych jej zasad. Kiedy już czułam, że nie daję rady rozchyliłam usta.
- Pięknie tu, prawda?
- Tak, najświętsza.
- Kto by pomyślał, że oficer Tealvash ma takie piękne włości - dodałam, ale nic nie powiedziała. Najwyraźniej uznała, że ta kwestia nie wymaga jej komentarza. - W dodatku nie mieszka sam. Nariya to piękna kobieta... - Mila drgnęła i w jednej chwili wypuściła z dłoni ręcznik, po czym przyłożyła palec do ust, a ja zamilkłam. Patrzyła na mnie znacząco, a następnie ruszyła w stronę drzwi. Zniknęła za nimi i wróciła dopiero po chwili.
- Musisz być pani ostrożna. Nie jesteśmy już w obozie, mury to nie namioty. W murach często znajduje się wiele skrytek, wiele tajnych przejść, a za każdą ścianą może ktoś stać - poleciła tym tonem, którego zwykle używała tłumacząc mi coś o czym miała większe pojęcie. Pokiwałam głową. Była bystra i bardzo w niej to ceniłam, ale przede wszystkim ceniłam to, że miałam w niej przyjaciółkę. - Teraz jest bezpiecznie, możemy mówić swobodnie - dodała, a ja znów pokiwałam głową, jednak widząc, że nie umiem znaleźć słów, sama westchnęła, podniosła ręcznik i wróciła do suszenia moich włosów. - To rzeczywiście piękna kobieta. Na świecie jest wiele pięknych kobiet, pani...
- Ale nie wszystkie tutaj mieszkają - wymsknęło mi się, chociaż mówiłam pod nosem.
- Mieszkała tu zanim oficer wiedział o twym istnieniu, najświętsza.
- Nie powiedział mi o niej.
- Może nie powiedział, bo nie było o czym? - zapytała, ale nim dpowiedziałam znów się odezwała. - Poplotkuję z służbą. Dowiem się jak najwięcej - skinęła, a ja uśmiechnęłam się zdawkowo.
- Cieszę się, że mam chociaż ciebie - uniosłam dłoń, aby położyć ją na jej własnej. Nie cofnęła jej, chociaż kiedyś taki dotyk ją przerażał. Widziałam, że i jej opanowana twarz nieco drga zdradzając, że chciała się uśmiechnąć.
- Jego też masz, pani, a teraz usiądź, żebym wyczesała ci włosy. Może i jest piękna, ale to moja pani błyszczy najjaśniej - skomplementowała mnie, jak wypadało i dlatego też nie zastanawiałam się nad słusznością tych słów. Miały być miłe i taie były, poprawiły mi humor, a ja, może próżnie, może nie, chciałam wierzyć w ich prawdziwość.
Rozmawiałyśmy ostrożnie i byłam pod wrażeniem słuchu Mili, bo zamilkła na długo przed tym, jak Zyla weszła do łaźni ogłaszając, że posiłek już czeka. Chciałam od razu iść, ale moja służka mnie wstrzymała. Zdziwona spojrzałam na nią, jednak nie oponowałam. Dopiero gdy znów zostałyśmy same wyjaśniła, że powinnam wejść w chwili, w której inny będą już obecni, by uwaga zebranych skupiona była tylko na mnie. Kiedy to mówiła wydawało mi się to absurdalne i nieco śmieszne, ale teraz, gdy zaprowadzono mnie do jadalni, a w zasadzie gdy stałam w jej drzwiach musiałam zwrócić jej honor. Bez wątpienia lata służby uczyniły z niej idealną doradczynię.
Stałam prosto, już nie w męskim stroju, a w białej szacie, nie zniszczonym upięciu, a rozpuszczonych, starannie wyczesanych włosach. Bez trudu podróży wymalowanym na twarzy.
- Proszę mi wybaczyć, że kazałam na siebie czekać. Wieki minęły odkąd ostatnio dane mi było skorzystać z łaźni - odezwałam się bardzo ogólnie.
- Nie przepraszaj najświętsza, wcale długo nie czekaliśmy - odpowiedziała grzecznie rudowłosa i jej delikatną twarz przystroił znany mi już uśmiech. - Pewnie ostatnio miałaś z nimi styczność w świątyni...
- Nie do końca - ruszyłam z miejsca, widząc krzesło przygotowane do mnie. - W głównym obozie, w którym przebywałam jakiś czas również była łaźnia, nie tak luksusowa, jak tutejsza, jednak korzystanie z niej było... równie przyjemne - zerknęłam w stronę Nevana uśmiechając się w wyuczony sposób. Wspomnienia tamtego spotkania w łaźni... nie ukrywam, że chciałam, aby i w Tealvashu teraz odżyły tamte chwile.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz