czwartek, 17 stycznia 2019

CCLVIII


        Spotkanie spojrzeń nie trwało długo. Kiedy przymknąłem powieki, Nariya odwróciła się na pięcie i zniknęła w zacienionym wnętrzu komnaty, zapominając najwidoczniej o zamknięciu za sobą drzwi. Nie musiałem patrzeć na nią z bliska, żeby wiedzieć, jak będzie wyglądała kiedy zejdzie tutaj na dół. Będzie taka, jak zwykle – olśniewająca. Czy zauważy zmianę, jaka zaszła w moim życiu? Stłumiłem ochotę, żeby przysunąć dłoń do skroni, oddałem swojego konia w opiekę koniuszemu, który na powitanie skłonił się w pas. Starszy mężczyzna zawsze zajmował się wierzchowcami, na których ja albo inni goście pojawialiśmy się w willi, dlatego bez zastanowienia oddałem mu opiekę nad zwierzętami. Bez zastanowienia, ale i bez słowa.
        Kiedy kobiecy głos przeszył powietrze, nagle przestronny dziedziniec stał się niewytłumaczalnie ciasny i to nie za sprawą znajdującej się na nim dużej liczby ludzi. Odwlekałem moment, w którym moje spojrzenie padło na sylwetkę kobiety w sukni o intensywnym kolorze. Bo chociaż byliśmy przecież na zewnątrz, to powietrze zrobiło się nagle duszne. Brakowało przestrzeni, w którą mógłbym się przed nią wycofać i nawet mnie samego uderzyła niepowtarzalność tych uczuć.
        Nariya nigdy we mnie ich nie budziła.
        Podeszła żywym krokiem, a jej oczy błyszczały od emocji, których nie umiała lub nie zamierzała ukrywać. Tak bardzo różniła się w tym ode mnie i tak często irytowało mnie, jak łatwo można było ją przewidzieć. A jednak mieszkała tutaj. Dzieliła ze mną czas, z którego nikt inny nie dostawał porcji. A kiedy już się odezwała, jej głos wibrował długo w mojej świadomości, tak znany i często pożądany po długich niewygodach podróży. Była częścią tego domu, tej świętej oazy, której nie dotykało całe zło. Teraz jednak znaleźliśmy się w nowym układzie, o którym ona nie miała jeszcze pojęcia.
        — Nevanie! — wyrzuciła radośnie, otwierając ramiona, ale zreflektowała się natychmiast, obrzucając pospiesznym spojrzeniem otaczających nas ludzi. — Tak długo cię nie było, że zaczęliśmy ze starym Maretem się martwić, czy nie zapomniałeś o swoich przywilejach na tej ziemi — rzuciła z radosnym przekąsem, przechylając głowę w bok, a ten ruch poruszył jej puszystymi włosami. — Albo o jej pięknie. Albo o spokoju jakiego można tutaj zaznać, albo… — zmrużyła lekko powieki, a jej usta rozciągnęły się w drapieżnym uśmiechu.
        Nie dostrzegłem smutku skrytego za tymi słowami. Ostatecznie Nariya nie była dla mnie tak przewidywalna, jak lubiłem uważać. Nie dostrzegłem też nieprzespanych nocy na jej twarzy, kiedy patrzyła w horyzont, z ubogim w słowa i emocje listem w dłoni, jednym  niewielu, jakie jej wysłałem. Nie mogłem widzieć dni zamieniających się w tygodnie, a później w miesiące, w których była tutaj sama, zamknięta w klatce tęsknoty.
          Uniosłem lekko podbródek, nie spuszczając spojrzenia z jej twarzy, z hipnotyzujących ciepłem oczu. Z uwielbienia, które się w nich malowało.
          Wiem, że wojna hojnie omija to miejsce — powiedziałem w końcu dość oschle, a później również skłoniłem się przed nią, płytko i oficjalnie. — Niestety, na granicach walki się zaostrzyły. Coraz więcej obowiązków zatrzymuje mnie w obozach, a podróżowanie nie jest tak łatwe.
          — To straszne! — powiedziała, unosząc brwi, a jej oczy zabarwiły się smutkiem. I strachem. — Tyle czasu już… Ja… Nieustannie martwię się, że—
         Dość o wojnie, Nariyo — powiedziałem z łagodną stanowczością, zdejmując skórzane rękawiczki.
          Nie zamierzałem dać jej skończyć. Niejednokrotnie już prowadziliśmy tę rozmowę, w której rudowłosa starała się mnie odwieść od dalszej kariery w wojsku i w której nakłaniała mnie do tego, żeby w końcu się ustatkować, a każda dogorywała tym samym skutkiem: ognistą kłótnią, w której każde z nas powiedziało kilka słów za wiele. Na szczęście mieliśmy swoje sposoby, żeby nad nieporozumieniami zbudować most, który znowu nas łączył i który zajmował całe gorące, letnie noce w których zapominaliśmy o wszystkim, nawet o śnie.
          To nie był moment na jedną z nich i nie zamierzałem dać jej o tym zapomnieć. Uśmiechnąłem się lekko, a ten wyraz musiał ją zaskoczyć, bo uniosła dłoń do mostka, a jej usta, na wpół otwarte, zamarły bez ruchu.
        Przyjechaliśmy tu odpocząć. Zjeść porządny posiłek. Moi ludzie potrzebują chwili wytchnienia i nie widzę potrzeby, żeby zatrzymywać ich dłużej na dziedzińcu, więc zostawmy te rozmowy na późniejszą chwilę. Zawołaj służących, niech przygotują więcej pokojów.
        Jej oczy rozbłysnęły ponownie. Klasnęła w dłonie, a na ustach pojawił się uroczy uśmiech, ten, który sprowadził ją do mojego łoża, do tej posesji, do części życia, które nigdy nie będzie w całości moim.
        — Zostaniecie na dłużej?
        Skinąłem głową, a później odpiąłem naramienniki. Dopiero, kiedy kobieta usłyszała szczęk metalowej sprzączki spojrzała niżej i ponownie wyraz jej twarzy się zmienił. Obróciła się przez ramię i przywołała służących, którzy na jej słowa natychmiast pojawili się na dziedzińcu i zaczęli zajmować się naszym dobytkiem. Ktoś uprzejmie zaproponował, że zajmie się moją zbroją i mieczem, ale kiedy na niego warknąłem, oddalił się pospiesznie. Żołnierze, wydawało się, powoli zaczynali się rozchodzić po przestronnym dziedzińcu, trochę bardziej ośmieleni.
        — Zawsze taki sam — cmoknęła kobieta, opierając policzek na wnętrzu dłoni. — Ten miecz jest dla ciebie świętszy niż sami bogowie — dodała, kręcąc lekko głową i w chwili, kiedy wzruszałem ramionami jej spojrzenie zjechało nieco bardziej w bok. W kierunku, gdzie ja również dostrzegłem Esję.
        Przysłuchiwałem się wymianie zdań z ramionami założonymi na klatce piersiowej. Gdyby Nariya nie była tak zajęta obecnością kapłanki z pewnością starałaby się mnie skarcić za brak odpowiedniej postawy szacunku, ale na całe szczęście jej całą uwagę zajęła blondynka. Moje spojrzenie wędrowało od jednej do drugiej, patrzyłem jak rudowłosa kłania się głęboko, w pozie najwyższego szacunku. Esja też zachowywała się raczej dziwnie, ale nie zamierzałem się odzywać, gotowy, żeby wejść pod zacienione krużganki, ukryć się przed gorącym słońcem – przynajmniej dopóki kapłanka nie zdecydowała się włączyć mnie do rozmowy.
        Och, więc o to chodzi? O niewinny żart?
        Gospodarz jest ci przychylny, najświętsza — powiedziałem równie chłodno, tym razem zasługując na ostre spojrzenie Nariyi. — Nie zamierzam się kłaniać — uzupełniłem jakby zaraz miała mnie faktycznie o to poprosić, zerkając na nią kątem oka.
        — Trochę ogłady — wtrąciła rudowłosa, a chociaż jej spojrzenie nadal było karcące, to bez wątpienia dodała do tego rozbawioną nutę. Jakby czuła, że napięcie w powietrzu rośnie i należy go jakoś rozładować. — Nevan, o najświętsza, czasami zachowuje się jakby nie wiedział, przed kim stoi. Proszę mu wybaczyć — dodała w moim imieniu, uśmiechając się uroczo do kapłanki.
        Resztki niezbyt dobrego instynktu dotyczącego kontaktów międzyludzkich mówiły mi, że te dwie nie nawiążą zbyt dobrej relacji. Ale i co w tym dziwnego? Obie były na swój sposób moimi kochankami, rzecz jasna nie wiedząc o tym, przynajmniej nie z przekonaniem. Nie raz doświadczyłem tego, że kobiety jeśli o mężczyzn chodzi mają bardzo wyczulony zmysł, który pozwala im natychmiast pojąć takie rzeczy.
        Nie wywróciłem oczami tylko przez to, w jakim towarzystwie się znajdowaliśmy. Zmęczenie powoli również dawało o sobie znać, kiedy przestąpiłem z nogi na nogę poczułem, że mięśnie napinają się nieprzyjemnie, a zasklepiona już rana w ramieniu na nowo promieniuje żywym bólem. Syknąłem cicho, a później obróciłem na pięcie tak, żeby żadna z nich nie mogła zareagować.
        Chodźmy, nie stójmy tak w wejściu. Nariya ma rację, to też nie przystoi przed tak wielmożnym gościem w moim domu — dodałem odrobinę złośliwie, kierując kroki w stronę wejścia do budynku i odwracając głowę przez ramię w stronę kapłanki.
        Zanim obróciłem głowę w kierunku fasady domu dostrzegłem, że rudowłosa kłania się raz jeszcze przed odejściem od kapłanki, a później zaprasza ją do środka wyuczonym gestem przypominającym machnięcie dłonią, często używanym wśród szlachciców wyższej klasy. Dopiero później zrównała się ze mną krokiem i zanim zdążyłem się temu sprzeciwić wsunęła dłonie pod moje ramię, obejmując je w dość jednoznaczny sposób. Zerknąłem w dół i natychmiast zauważyłem, że nie tylko jej twarz, ale cała postawa i sylwetka promieniuje tą samą radością co zwykle, kiedy wracałem do domu. Nariya bez wątpienia nie zauważyła żadnej zmiany. Podniosła na mnie spojrzenie, w jej oczach była czułość, w tym, jak blisko się przysunęła również.
          Miałem ochotę jeszcze raz oglądnąć się przez ramię, ale nie zrobiłem tego, przynajmniej nie dopóki nie znaleźliśmy się w ogromnym holu wejściowym, z którego rozwidlone schody prowadziły na piętro, rząd w ścianie po prawej do komnat służby i zaplecza willi. Rudowłosa puściła moje ramię i gestem przywołała jedną ze służących stojącą przy wejściu. Wymieniła z nią kilka pospiesznych słów, a później młoda kobieta zniknęła za jednymi z wielu drzwi, bez słowa i praktycznie bez żadnego dźwięku.
        — Najświętsza, pozwól, że moja najbardziej oddana służka zaprowadzi cię do naszych łaźni, ale najpierw coś zjedzmy, odpocznijcie trochę — zaproponowała rudowłosa i odwróciła się przodem do kapłanki. — Kąpiel będzie gotowa w przeciągu chwili, już poleciłam ją przygotować. Możemy trochę umilić ci czekanie w tylnym ogrodzie, jeśli nie jesteś zbyt zmęczona słońcem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/