piątek, 18 stycznia 2019

CCLXI




       Tak, jak tego chciałam, Nevan zabrał głos. W dodatku nie zrobił tego w sposób zdawkowy, a jego wypowiedź była długa, może nawet wyczerpująca. Inną sprawą było to, że w jego ustach tytuły takie jak "jej świętość" wydawały mi się niesamowicie nieodpowiednie, denerwujące wręcz. Miałam ochotę upomnieć go, że przecież zna moje imię i powinien z niego korzystać, bez budowania między nami dodatkowych barier. Dobrze jednak, że nadal pamiętałam co powinnam, a co nie, nawet jeśli odważnie, a może raczej głupio przesuwałam stale tę granicę, odkąd dane mi było poznać Nariyę. 
       Nie chciałam pozostawiać jego słów bez komentarza, tym bardziej, że czerpałam niegrzeczną satysfakcję z tego, że tematem jest kwestia, która w żadnym stopniu nie dotyczyła rudowłosej. Ta jednak nie pozwoliła o sobie zapomnieć, bo klaśnięcie jej dłoni skupiło naszą uwagę. No tak, byliśmy tutaj nie bez powodu. 
       - Oficer ma wielkie szczęście, być witanym w taki sposób. Oby wszystko sprostało jego gustom, ja jako kapłanka nie jestem wybredna co do jadła, więc bądź spokojna, pani - kiwnęłam uprzejmie głową w jej kierunku. Robiła to, co robiła zdecydowana większość osób dookoła. Wypychała moją postać na jakiś piedestał, wysoko ponad innymi, na półkę chwały, która dla innych z dołu wydawała się fascynująca, ale dla samotnika znajdującego się na niej jedynie przerażająca. Ponownie zrozumiałam, że nie mogę jej za to winić, bo czyni tak, jak należało, ale mimo tej świadomości, obwinianie jej przynosiło mi pewnego rodzaju ulgę. Czułam się z tym równocześnie okropnie i dobrze. Nie miałam prawda do takich myśli, a w głowie stale powtarzałam sobie słowa Mili. 
       Neriya była tutaj przede mną. Nie wiem, jaką rolę pełniła w życiu Nevana, chociaż sygnały, jakie mi dawała były jednoznaczne. Nie mniej jednak w łaźni, zanim ją opuściłyśmy Mila powiedziała mi jedno zdanie, które miało zaboleć, przygotować mnie na najgorszy scenariusz i jednocześnie, jak wielkim paradoksem to nie było, dodać sił, wiary, umocnić w przekonaniu, że dla Nevana byłam, jestem i będę tym, kim on był dla mnie. Nawet gdyby Nariya była jego ukochaną, to między nią, a mną jest jedna znacząca różnica - to jej miłość musiała być niewystarczająca, jeśli zdecydował się obdarować nią kolejną osobę. Mnie. 
       Podniosłam spojrzenie by raz jeszcze ocenić postawę pięknej kobiety. Atrakcyjna, to słowo naprawdę do niej pasowało. Cóż jednak z tego? Czy nie powinnam się zatem cieszyć? Mając przy sobie oddaną kobietę o tak zacnym licu, o sercu, które bez wątpienia należało już do Tealvasha, zdecydował się na mnie. Odnaleźliśmy siebie i oboje wiele temu poświęciliśmy. Ja zdradziłam święcenia i zdradzę swego męża. On poświęcił zasady i ty również, piękna Nariyo będziesz jego poświęceniem. W przeciwnym razie pęknie mi serce, a on mi tego nie zrobi. Nie złamie czegoś, co sam powołał do bicia. 
       A jednak wiara w te słowa nie była tak oczywista, nawet jeśli te na nowo pojawiały się w mojej głowie, to każda chwila w której równocześnie widziałam ich obie sylwetki, budziła zwątpienie, z którym nie sposób było walczyć. Stale to samo pytanie - dlaczego po prostu mi nie powiedział? Dlaczego znów postanowił postąpić wedle własnych zasad? Nie tłumacząc się nikomu, bo któż miał go o tego zmusić? Obawiałam się nawet teraz, że w chwili, w której dane mi będzie zapytać, nie powstrzymam pretensji czających się w tych słowach, a to wywoła jego gniew. Wiedziałam już o tym tutaj, z tego miejsca, z bezpiecznej perspektywy planowania, a mimo to nie mogłam znaleźć sposobu by zmienić ten scenariusz. Bywałam krnąbrna i uparta. Nawet teraz to dostrzegałam. Wystarczyłoby wyeliminować pretensje, pokazać mu, że nie żywię ich względem niego, względem faktu, że w domu jego mieszka inna kobieta. Wystarczyłoby tak niewiele, a ja nigdy tego nie zrobię, nawet gdyby nie kosztowało mnie to grama wysiłku. Bo chciałam, żeby wiedział. Chciałam, żeby miał świadomość, że jestem z tego powodu niezadowolona. Wolałam jego wściekłość, tak długo, jak dotyczyła ona prawdy, tego jaka naprawdę jestem. Wszelkie pozory zmiękczające mój obraz w oczach otoczenia zachowywałam dla innych, dla każdego na tym świecie były maski i sztywne reguły, były przyjęte schematy. Tylko nie dla niego. On miał mnie całą. Miał nieidealną wersję. 
       Drgnęłam delikatnie, bo zerknęłam w jego kierunku, akurat, gdy powiedział, że mam rację. Czy czytał mi w myślach? Och... pomyliłam się. Nie do mnie kierował te słowa, a dalsza część wypowiedzi mi to uświadomiła. Nieprzyjemne ukucie zignorowałam całkiem sprawnie, podobnie, jak chęć dowiedzenia się już teraz, co takiego wyciągnęło z niego resztki sił. Kąpiel... czy ona tam była? Dlaczego kąpiel miała go, aż tak zmęczyć? Dłonie mi się zatrzęsły, gdy zajmowałam miejsce po jego lewej, ukryłam to w chwili, w której łapałam za dzban do którego służba nalała wina. 
       To on miał myśleć teraz o kąpielach ze mną, a nie ja o ewentualnych... nie. Nie, nie, nie. Nie zrobiłby tego. Kocha mnie i nie zrobiłby czegoś takiego. Kocha tylko mnie. Tylko, czy do pewnych aktów potrzebna jest miłość? Stop! Natychmiast żądam od samej siebie, aby przestać wyobrażać sobie za wiele. On potrafi być powściągliwy! Przecież wiem, że potrafi, w przeciwnym razie już by mnie wziął, a tym czasem zamierzał oddać mnie memu przyszłemu mężowi. On mnie miał oddać innemu, więc czy i ja miałam dać mu pozwolenie? Czy potrzebował go? Zakręciło mi się w głowie, a słowa kobiety docierały do mnie jakby z oddali. Potrzebowałam dłuższej chwili, aby zrozumieć ich sens. Odnaleźć się na nowo w tej rozmowie, przywołać siebie samą do porządku. 
       Posłałam jej zdziwione spojrzenie i przy stole zapanowała na moment niezręczna cisza, którą powinna wypełnić moja odpowiedź, ale ta nie nastąpiła, skoro nie zrozumiałam o co jej chodzi. Powinnam była pojąć to w lot, jednak sytuacja wyglądała całkiem inaczej i Nariya uśmiechnęła się grzecznie, ale też była w niej jakaś ostrożność. Uznała najpewniej, że poruszana przez nią kwestia jest dla mnie bardzo delikatna, a nie tak jak było w rzeczywistości - niezrozumiała. 
       - Dotarły do nas wieści o tym, co spotkało twą świątynię. Wiedz, że bardzo przeżywałam tą sprawę i słałam gorliwe modły w nadziei, że już nic podobnego się nie powtórzy - ważyła słowa tak, jakby miała do czynienia z dzikim zwierzęciem. Doprawdy była bogobojna. Ja natomiast musiałam powstrzymać westchnięcie i w zasadzie w tej chwili byłam zła tylko i wyłącznie na siebie. Jak mogłam zapomnieć, nawet na ułamek sekundy o rzezi? Teraz patrząc na Nariyę, nie widziałam już jej, pięknej skóry okalanej ognistymi włosami. Był jednak spójny mianownik - ogień. Krzyki, smród, krew, przekleństwa, odgłosy walących się rzeźb, jeszcze więcej krzyków, ból, panika, problem z oddychaniem. Dawno nie wracałam do tamtych chwil. Niemoc, strach, ciemność. Jakby te wspomnienia ktoś we mnie zapieczętował, przykrył ich wagę innymi, a tutaj, w tej chwili, w tym pięknym dniu, urodziwym miejscu, z dala od zła, na nowo wszystko powróciło. - Najświętsza? - w głosie rudowłosej pobrzmiewała panika. Teraz już wyczuwalna, widziałam, że nieco się spięła, jakby gotowa okrążyć stół i znaleźć się przy mnie. Jakby już czuła, że potrzebuję pomocy. Nie chciałam jej. Nie od niej. 
       Ocknęłam się nagle, w jednej chwili, ale moje ciało nie drgnęło ani o cal. Tylko twarz. Oczy z mętnych na powrót stały się błyszczące, rozchylone usta zwarły się w delikatnym, wyuczonym przez lata uśmiechu. 
       - Proszę mi wybaczyć, wróciły wspomnienia - powiedziałam zgodnie z prawdą, bo kłamstwa nie byłyby tutaj zbyt dobrym posunięciem. Równocześnie jednak robiłam, co w mojej mocy, aby pokazać, że teraz nie ma to już na mnie wpływu, bo przecież nie miało. Nawet jeśli dotarło do mnie, że dzisiejszą noc spędzę sama i w chwili, w której koszmary wezmą mnie w swoje sidła, nie dane mi będzie znaleźć ukojenia w ramionach Nevana. Muszę poradzić z tym sobie sama. Tak już będzie. Być może zawsze. Dopiero teraz to sobie uświadomiłam i nie byłam na to gotowa. 
       - To ja winnam prosić o wybaczenie. Niepotrzebnie wspomniałam - szybko skłoniła głowę. Spojrzałam na nią znów z tym konfliktem. Dlaczego musiała być taka? Dlaczego musiała być taką dobrą kobietą? O ileż byłoby mi łatwo, gdybym mogła do niej żywić uzasadnioną niechęć. 
       - Mylisz się, pani. O takich sprawach winno się mówić, ból i rozpacz nie zwalniają z tego obowiązku. Gdybym milczała, bo tak podpowiada wygoda, czy nie byłabym tchórzem? Czy nie bagatelizowałabym tego wszystkiego, a śmierć innych kapłanek nie traciłaby przez to na znaczeniu? - powiedziałam to nieco ostrzej, niż zamierzałam. Nazbyt zdecydowanym głosem i widziałam w jej oczach, że nie potrafi się do tego odnieść. Pierwszy raz odkąd się tutaj zjawiłam, czułam, że mam nad nią pewnego rodzaju przewagę. Dziwne to było uczucie. W pierwszej chwili wywołało radość, a w drugiej... to nie byłam ja. Uniosłam dłoń wskazując jej krzesło nad którym nadal stała. - Usiądź Nariyo i nie przejmuj się moimi słowami. Mało w nich ogłady, a zbyt wiele innych emocji nad którymi powinnam zapanować - skinęłam jej głową i sięgnęłam po kielich, by na moment ukryć w nim swoją twarz. Wykorzystałam te kilka chwil, aby odetchnąć. 
       - Wiedz jedynie, że ciebie podziwiam. Arethor musi nad tobą czuwać. Ludzie mówili, że twoje życie jest dowodem na to, że wciąż mamy nadzieje na pokój dla tych ziem - zajęła miejsce tak, jak prosiłam, a ja wypuściłam powietrze z płuc. 
       - Bóg pokoju stracił wiele swych cór tamtego dnia - dawno nie prowadziłam takiej rozmowy. Z Nevanem było to przecież niemożliwe. 
       - Powiadają, że niebawem znów narodzą się nowe, mówi się, że dokładniej należy sprawdzać niemowlęcia - zareagowała rychło, przez co spięłam się na moment. Znak na plecach dał o sobie zapomnieć, a teraz zapiekł znajomym bólem. - Zaostrzą pewnie kontrole. Trudno uwierzyć, że istnieją tacy, którym gniew boski niestraszny - pokręciła głową na boki, przymykając oczy. To była ta chwila, w której zerknęłam na Nevana. Przecież on sam... czyżby Nariya nie wiedziała, czy może kryła go przede mną? Nie mogłam mieć pewności, ale Nevan bez wątpienia nie należał do osób szanujących bogów. 
        - Miłość do bogów to jedno, ale miłość matczyna drugie... - wymsknęło mi się, a kiedy poczułam na sobie jej spojrzenie przywołałam się do porządku. - Tak słyszałam. Staram się rozumieć wszystkich ludzi, wierzę, że to nie zło nimi kieruje, a właśnie miłość.    
       - Dziecię ze znakiem boskim jest dzieckiem bogów, a nie ludzi. Niektórzy po prostu tego nie są w stanie pojąć, nie każdy jest człowiekiem światłym, trzeba brać to pod uwagę. Jednak ja wierzę w siły wyższe i w ich poprawność. Może gdyby więcej osób miało styczność z kapłankami, to łatwiej byłoby pojąć, jakie szczęście je spotkało - Nariya zdawała się nieco zapędzić we własnych rozmyślaniach, chociaż nadal była przy tym grzeczna, to jednak wydawała mi się tu nazbyt szczera, może naiwna. Z drugiej strony przecież to, co mówiła powinno być i tym, co ja myślę. Dotknęła mnie nieprzyjemna myśl, że z naszej dwójki ona jest bliższa temu, co powinno być moją normalnością. 
       Nie chciałam kontynuować tego tematu. Jakie szczęście mnie spotkało... musiała mieć rację. Ja mimo to nie byłam szczęśliwa, a znak zapiekł ponownie. Nic dziwnego, że nie byłam, skoro porzuciłam ideały, które winny mi przyświecać. 
       - Kapłanki jednak trzymane są nie bez powodu w odosobnieniu. Tak już pozostanie - ucięłam, ale żeby nie było to niegrzeczne, uśmiechnęłam się nieco cieplej. - Może warto zmienić temat, mam wrażenie, że łaskawemu gospodarzowi ten nie sprawia przyjemności tak wielkiej, jak rozmowa o łaźniach - zachichotałam elegancko, bo na to pozwolić sobie mogłam, sprytnie schodząc z tematu. 
       - Łaźnie to niezbyt interesujący temat - uznała Nariya wzdychając zdawkowo i tym właśnie zachęciła mnie do pociągnięcia ów tematu. Po prostu czułam, że nie mogę, co by się nie wydarzyło, zająć tego samego stanowiska, co ona. 
       - Ależ dlaczego? Jak dla mnie każdy temat do rozmowy jest dobry - odparowałam i w głowie przeanalizowałam raz jeszcze słowa mężczyzny, które z perspektywy wymiany zdań z rudowłosą zdawały się paść wielki temu. - Mam nadzieję, że dane mi będzie zobaczyć ten imponujący kompleks, jaki się tu znajduje. Chociaż raz jeszcze zaznaczam, nie należę do osób wybrednych. Chyba, że tutejsze także są jedynie dla mężczyzn? W obozie zrobiono dla mnie wyjątek, tak się składa, może i tutaj mogę liczyć na specjalne traktowanie? - przeniosłam spojrzenie na Nevana. Ciekawa, jak zareaguje, bo przecież w tych słowach drugie znaczenie było praktycznie niewyczuwalne, zawarta w nich zaczepka również. - Ponadto żołnierze w obozie sami dbali o to, by nie mieć ze mną zbyt dużej styczności. Gdybym na kogoś wówczas trafiła, marny byłby jego los. Prawo jest prawem, nawet gdy o jego łamaniu decyduje przypadek, prawda? - pozwoliłam tym słowom zawisnąć w powietrzu, a chociaż rozmawialiśmy o łaźniach, moje wspomnienia pokazały całkiem inne sceny. Te, które miały miejsce znacznie później. Już na pustyni. Dzień egzekucji żołnierza. Egzekucji z moim udziałem. Nauki, jaką tego dnia narzucił na mnie Nevan. 
       Narodziło się też nowe pytanie, jak bardzo ludzie się mylą, wierząc, że moje życie ma być nadzieją pokoju? A także jeszcze jedno... jak marny byłby mój los, gdyby to mnie przyszło mierzyć się z prawem? Siedzę tutaj, a w oczach Neriyi jestem obrazem cnót. Nie może wiedzieć, jak daleka jest od prawdy i kim ona jest w moich oczach. Och... tego nawet ja jeszcze nie pojmowałam. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/