sobota, 19 stycznia 2019

CCLXIII




       Byłam dumna z siebie, że nie podskoczyłam, kiedy Nevan z impetem odłożył nóż na stół. Nie mniej jednak nie na tym się skupiłam, a na budowie zdań. Dlaczego musieli podkreślać na każdym kroku, że mieszkają tu razem, że dzielą te włości, dlaczego on to robił? Przecież nie musiał, przecież wiedział, że mnie to krzywdzi, musiał wiedzieć, a może właśnie dlatego tak się zachowywał? To miała być kolejna z jego lekcji, o których potrzebie zwykł decydować w pojedynkę? Jeśli tak, to przynajmniej pocieszała mnie myśl, że nie robił tego bez powodu, chociaż jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby tym podobne nauki były dla mnie jedynie przyjemne. 
       Zerknęłam w stronę Nariyi. Dobrze, zatem teraz już mogę być całkowicie pewna, że mieszkasz tu na stałe, że to nie jest zbieg okoliczności, w końcu on sam to przyznał, nawet jeśli domyślałam się tego, potwierdzenie z ust oficera nie było mniej nieprzyjemne, niż bym mogła to sobie wyobrażać. Uderzało we mnie tępym bólem, gdzieś w okolicach karku, mostka i potylicy. Może też lędźwi, trudno było wskazać dokładne miejsca, bowiem to wszystko poruszało we mnie wiele strun. 
       Nariya nie zdążyła odpowiedzieć, bo nasz gospodarz mówił dalej. Kolejny tytuł z jego ust, jeszcze znamienitszy. Doskonale. Wszystko byleby nie użyć imienia. No tak, pewnie nie mógł tego zrobić, może sądził, że przy rudowłosej byłoby to niebezpieczne, nawet jeśli w obozie pozwalał sobie na to. Więc dlaczego teraz był aż taki zachowawczy? Chciałam wierzyć, że to tylko rozsądek nim kieruje, że chce nas chronić, ale przy tym doskwierała mi myśl, że może chodzi o coś zgoła innego. Może po prostu nie chciał, by ona jedna musiała być zazdrosna. O mnie. To nie było przyjemnym domysłem. 
       No i mogłam mieć do niego żal, mogłam czuć ten upór, chęć wyrzucenia mu tego, co mi się nie podoba, mogłam pozwalać, by w mojej świadomości toczyła się zaraza wywołana obecnością kobiety w jego domu, ale wystarczył cień głupiej nadziei, a moje serce zaczynało bić szybciej. 
       Śmieszne. 
       Uniosłam na niego spojrzenie, mrużąc przy tym oczy. Jego ton daleki był od miłych, a sposób w jaki mnie nazwał tym razem nie obijał się o czaszkę, bo był czymś znajomym. On zawsze z tego tytułu potrafił uczynić coś, co brzmiało źle, jak powód do wstydu. Doprawdy śmiesznym więc było, że to spostrzeżenie uspokoiło mnie bardziej, niż cokolwiek odkąd się tutaj pojawiliśmy. To było znane, takie jak zawsze, to się nie zmieniło nawet w obecności Nariyi. 
       Poza tym czy głupia byłam dopowiadając sobie nazbyt wiele? Marząc o tym, że przez pilnowanie ma na myśli spędzenie ze mną chociaż chwili? Nie powinnam posuwać się tak daleko w swoich rozmyślaniach, ale byłam młoda i stęskniona do obecności kogoś, kto był na wyciągnięcie ręki. W dodatku ręce cały czas do niego przylegały, ale nie moje. Ktoś inny miał tą swobodę, że mógł podejść, mógł go dotknąć, mógł czerpać z ciepła jego skóry. Musiałam być o nią zazdrosna. Było mi wstyd, ale tak to wyglądało. 
       Przeniosłam spojrzenie na Nariyę, a teraz dotarło do mnie, ile pięknych cech jej przypisałam w czasie naszej krótkiej znajomości, całkowicie ignorując własne. Każdą zaletę jej urody wyniosłam na piedestał, każdy mankament oddałam w niepamięć. Zrobiłam z niej niemalże bóstwo, by katować siebie jeszcze bardziej, by nadać sobie przyzwolenie do własnego zachowania. 
       Wypuściłam powietrze z płuc. Nie jestem taka jak Nevan i nigdy nie będę. Tak silna, zdeterminowana, tak dobra w ukrywaniu emocji. Pierwsza przeszkoda na mej drodze, a ja już odchodzę od zmysłów, więc jak będzie kiedyś? Kiedy wyjedzie i przez rok nie wyśle mi listu, a może dłużej? Serce boleśnie obiło się o żebra, nie chciałam o tym myśleć, ale nie miałam wyboru. Do Nariyi może pisać, jakże łatwiejsze byłoby moje życie, gdyby ona nie istniała. Kolejny grzech czający się w mojej głowie, ale to wcale nie umniejszało jego randze. Tylko, że gdy ja będę myśleć, że jest z nią, on będzie myślał, że jestem ze swoim mężem. To sprawiedliwy układ... na bogów, nie dbam o sprawiedliwość! Nie chcę jej przy nim. Nie, nie mogę tak, nie mogę oczekiwać, że to będzie łatwe, bo jeśli coś na naszej drodze ma się pojawiać, to tylko dodatkowe przeszkody. 
       Miałam ochotę wyjść się przewietrzyć. Nigdy nie pozwoliłam, aby ta ochota odmalowała się w mojej postawie, zamiast tego wyprostowałam się nieco bardziej w siedzeniu, uśmiechnęłam po raz kolejny. 
       - Wasza wysokość... doprawdy oficerze, rozpieszczasz mnie tytułami. Nariyo, muszę przyznać, że masz zbawienny wpływ na dowódcę - skinęłam w jej stronę głową, darując jej ten komplement  pełną świadomością, że zapiecze boleśnie gardło, ale dla niej będzie niewysłowionym darem. Więc mam grać, tak? Dobrze więc, będę grała. Przynajmniej tak długo, jak tli się we mnie nadzieja, że oboje robimy to samo. W końcu jeśli w kogoś na tym świecie wierzyłam, to w niego. 
       - Cieszę się, że tak uważasz, najświętsza - odparła tytułując mnie tym samym słowem, którego użył mężczyzna, ale jego brzmienie było całkiem inne. No właśnie. Ja mówiłam do niej po imieniu, a przecież byłam niemalże pewna, iż jest ode mnie starsza. Z racji tytułu mogłam sobie na to pozwolić, ale też nie zamierzałam przesadzać. Nevan obrał taktykę zachowywania się w ten swój chłodny, zdystansowany sposób, podszyty grozą. Ja taka nie byłam. Udawanie przed Nariyą wyrachowanej kapłanki, nawet w obliczu braku sympatii tylko kuło mnie nieprzyjemnie w bok. Na takim zachowaniu daleko nie zabrnę. 
       - Esjo - poprawiłam ją, widząc delikatny rumieniec na jej twarzy. Mogłabym powiedzieć, że ten miał w sobie coś niezwykle uroczego, ale na takie spostrzeżenia było zbyt wcześnie, moe ta pora nigdy nie nadejdzie. - Nazywam się Esja. Mów mi proszę po imieniu.  
       - Jakżebym śmiała, najświętsza - czułam, że nie zgodzi się z miejsca. No i to była ta chwila, gdy przymknęłam oczy, uśmiechnęłam się szerzej, w rozczulający wręcz sposób, ton mój miał być tak lekki, ale w klatce piersiowej miało się coś złamać, pokruszyć, wywołać ból o jakim nie sposób mówić, ale tego nikt nie miał prawa zobaczyć. To było skrywaną głęboko tajemnicą. 
       - Nonsens. W obozie zaprzyjaźniłam się z wieloma osobami i te również tak mnie nazywały - zaczęłam spokojnie, przygotowując się na kolejną wypowiedź tak, aby mieć pewność, że mój głos w żaden sposób nie zadrży. - Niebawem będę też mężatką i nie wyobrażam sobie, aby mój pan mąż, jego rodzina, bądź przyjaciele tytułowali mnie najświętszą. Uczyń mi więc tą przyjemność i traktuj jak przyjaciółkę, Neriyo. Chyba, że ci to wadzi - ostatnie słowa dodałam w ten sam lekki sposób, nie było w nich żalu, co najwyżej nieco rozbawiona nuta, taka jaka pasowała młodej dziewczynie, a nie wielkiej kapłance. 
       - Ależ skąd, jakżeby mi miało wadzić, najś... - ucięła, kiedy pokiwałam głową na boki, zwilżyła wargi i nabrała do płuc powietrza. - Esjo.
       Uśmiechnęłam się, ona odwzajemniła ten uśmiech i można by rzec, że to był początek pięknej przyjaźni, bo przecież z Nariyą mogłabym złapać nić porozumienia, przecież w jej charakterze nie było nic, co dotychczas byłoby dla mnie nieprzyjemne, jak drzazga. Jakże więc miłość potrafi namieszać, bo mimo tej świadomości po prostu nie mogłam wyprzeć z siebie niechęci. Podobnie, jak poczucia winy, mimo tego, że chciałam jej nienawidzić źle się czułam z tym, że ją oszukałam. Proponowałam przyjaźń, której nigdy nie zamierzam jej dać. Na pewno nie szczerej. Byłam okrutna i straciłam apetyt, ale i to byłoby podejrzane, więc jak tylko służba wniosła potrawy, nałożyłam na swój talerz jakieś danie, najbliższe mojej osobie. 
       - Doprawdy wyborne - skomplementowałam. - To już rekompensuje brak specjalnego traktowania - zażartowałam nawiązując do słów Nevana. Nie było to łatwe, takie swobodne żartowanie, ale robiłam co w mojej mocy. 
       - Mam nadzieję, że pobyt tutaj zrekompensuje ci wszystkie trudy podróży. Tobie także Nevanie, liczę, że po powrocie ze stolicy zabawisz w domu nieco dłużej? - zagadnęła go swobodnie, a ja ani drgnęłam. W głowie uspokajając siebie. Nie, nie masz tu przyjeżdżać! Nie masz tutaj z nią zostawać. Nie po tym, jak mnie oddasz, nie po tym, jak mnie zostawisz tam samą z obcym mężczyzną, którego nie kocham  którego nie pokocham! 
       - Doprawdy powinieneś - kolejny uśmiech, gdy dłonią sięgałam po kielich, więc normalnym było, że nie patrzę mu w oczy. Przemyślałam to. Starałam się. - Każdemu należy się dłuższy odpoczynek, a piękno tych ziem na pewno go oferuje - dodałam jeszcze i po tych słowach z radością skryłam twarz w kielichu. Wino mogłoby być moją ucieczką, ale nie mogłam wypić zbyt wiele. Cokolwiek się tutaj wydarzy, ze wszystkim będę musiała zmierzyć się na trzeźwo. 
       Bez znieczulenia.  
       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/