czwartek, 24 stycznia 2019

CCLXX


        Jej zawstydzenie było… Urocze. Było czymś zupełnie innym, niż zwykłem widywać w sytuacjach takich jak ta i chociaż mogłem jej przerwać, urwać ten temat i to wyznanie wpół, odsunąć się i kazać nam obojgu wracać do willi, to nie zrobiłem nic z tych rzeczy. Zamiast tego uparcie przyglądałem się jej twarzy, obserwowałem jak nabiera kolorów i z pewnością nie były one spowodowane zbyt dużą ilością słońca na jej jasnej cerze. Czerwone policzki zdradzały to, co chciała powiedzieć i chociaż nigdy nie należałem do ludzi cierpliwych, to teraz zebrałem w sobie wszystkie jej pokłady.
        Myśli o cierpliwości zostały wyparte natychmiast za pomocą jej ust i zębów na płatku mojego ucha, westchnąłem cicho. Czy może to był tylko podmuch wiatru, który poruszył koroną rozłożystego drzewa wyrastającego po tej stronie ściany? Tak, na pewno… Ja przecież nie wzdychałbym tak od zaledwie niewinnej pieszczoty. A jednak, zakręciło mi się w głowie i dobrze, że jedną rękę miałem wspartą na ciepłym, szorstkim murze, bo teraz pomogła mi stać niezachwianie na nogach. Druga dłoń już dawno była zaszyta gdzieś w materiale sukni, zaciśnięta na kości biodrowej, później na talii, aż w końcu wsunięta pomiędzy lędźwie Esji a płaszczyznę za jej plecami. Nachyliłem się bardziej do przodu, dając wygodniejszy dostęp do skóry. Ona pachniała słońcem, kąpielą, wiosną… Miłością. Nie tą fizyczną, nie pożądaniem, chociaż ono nadal było rozszalałą burzą ognia kotłującą się wewnątrz mnie. To był jednak zupełnie inny zapach. Inne uczucie.
        Kiedy przestała i otworzyła usta, jej słowa dotarły do mnie jak zza grubej zasłony i początkowo w ogóle nie zrozumiałem, o czym mówi. Dlaczego wspomina mojego brata w tej sytuacji?... Niemal otworzyłem usta, niemal palnąłem coś, czego przyszłoby mi żałować.
        Odsunąłem głowę i spojrzałem w jej oczy, głęboko w błękit tych tęczówek.
        Musiałem jej powiedzieć. Zatrzymywanie informacji dla siebie już nie raz ściągnęło na mnie jej gniew, a jednak za każdym razem, kiedy zaczynałem myśleć o tym, jak to zrobić natrafiałem na naturalną blokadę. Przecież jest jeszcze tyle czasu. Będę miał tyle możliwości podczas podróży. Kiedyś to zrobię. Kiedyś… Nie teraz, nie chcę psuć tej atmosfery. A jednak, ta już wydawała się pęknięta. Ściągnąłem brwi i przeniosłem dłoń nagrzaną od kontaktu z murem na zewnętrzną stronę jej uda tak, żeby łatwiej móc ją podtrzymać w tej pozycji.
        Sugerujesz, że powinniśmy ryzykować najwyższą stawkę dla tej chwili przyjemności, którą możemy ukraść tutaj? — zapytałem ostrzej, choć moja twarz już się wygładziła. — Postawić na szali moje żyje, twój los, twoją przyszłość… Wszystko, co jeszcze nam zostało? Nie, Esjo. Pragnę cię, ale nie zapłacę za taką chwilę zbliżenia ceny, która zawiśnie nad nami jak katowski topór.
        Przymknąłem oczy i z kolejnym westchnieniem odsunąłem się odrobinę, poluźniając uścisk naszych ciał, przez co kapłanka na moment była wsparta na moich ramionach. Mięśnie zapracowały natychmiast, powodując przyjemny, ciepły skurcz. Brakowało mi treningów. Brakowało mi piasków pustyni. Brakowało mi samotności. Braku kontroli. Nigdy nie przypuszczałem, że dotrę do takiego stadium w swoim życiu, kiedy przyjdzie mi to docenić. Odsunąłem się jeszcze o krok, powoli opuszczając jej ciało w dół, aż jej stopy opadły na kamienną posadzkę niewielkiego balkoniku, a ona sama oparła na nich ciężar własnego ciała. Wyprostowałem się chwilę później, ale nie postawiłem już ani jednego kroku w tył.
        Naprawdę cię nie poznaję. Skąd ta bezwstydność? — rzuciłem, unosząc brew, niemal uśmiechając się psotnie. Mimo wszystko, taki wysiłek był zdecydowanie ponad moje siły w tej sytuacji. — Powinniśmy wracać do willi. Możemy udać się ścieżką przez zachodnie ogrody, zaprowadzi nas na krużganki, gdzie jest zewnętrzny kompleks łaźni nieco oddalony od willi. Będziesz mogła cieszyć się swoją prywatnością.
        Przechyliłem głowę na bok i podniosłem dłoń, żeby odgarnąć kosmyk włosów z jej twarzy. Ostatni czuły gest przed tym, jak wrócimy do oficjalnego świata, do miejsca, w którym nie łączy nas nic więcej niż wspólny cel podróży.
        — Tak jak obiecałem — przypomniałem, podejmując temat po krótkiej chwili zastanowienia. — Prywatność. Tylko nigdy nie powiedziałem, że ochronię ją przed sobą samym.
        Mógłbym powiedzieć jeszcze tak wiele. Że chcę patrzeć, jak zrzuca z siebie szaty, jak wchodzi do ciepłej kąpieli, jak woda otula jej ciało. Że przypomnę jej jak to jest zaznać cielesnej przyjemności i podzielę się z nią grzechem, którego być może nigdy miała w swoim życiu nie zasmakować. Wyjątkowo dużo słów pchało mi się na język. Dlatego też obróciłem się czym prędzej i skierowałem w stronę schodków, żeby zacząć wspinać się na górę. Całą drogę pokonałem pogrążony w myślach o tym, co czeka nas u celu tej wędrówki przez całe królestwo. Nie mogłem oprzeć się potrzebie, żeby przygotować ją na to, co tam zobaczy, na to, czego doświadczy, a jednocześnie nie mogłem wcale myśleć o zrobieniu czegoś takiego. Może dlatego nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się na górze znacznie szybciej niż ona, nawet nie zdążyłem złapać zadyszki. Mięśnie błagały wręcz o więcej. O trochę truchtu… Biegu w dół tego zbocza, po jego miękkiej stronie, przekroczeniu rzeki, wpadnięciu w zacieniony las. Mógłbym biec przed siebie, biec tak daleko, aż moje nogi nie miałyby siły utrzymać mnie dłużej w pionie, aż opadłbym na miękkie poszycie lasu.
        Ale problemy dopadłyby mnie nawet tam. Zawsze byłem realistą, który chodził twardo po ziemi. Dlatego kiedy tylko Esja pojawiła się obok, obróciłem głowę w jej stronę.
        — Twój mąż nie będzie okrutnym człowiekiem i nie zamknie cię pod kluczem. Cóż, ludzie potrafią się zmieniać w zależności od tego, ile dostają władzy, ale możesz mi ufać. Kiedy zostawię cię w stolicy… To nie będzie nasze ostatnie spotkanie — powiedziałem, świdrując ją spojrzeniem, a mój wzrok był twardy. Lodowaty. Pełny frustracji, ale i pewności co do wypowiadanych słów. — Mogę ci to obiecać.
        Obietnic, podobnie jak słów, nienawidziłem rzucać na wiatr. Ceniłem sobie swoją słowność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/